Hej, słuchajcieMuszę wam opowiedzieć, co się dziś działo na matematyce w 4B, bo to była lekcja… dziwna. I fajna. I trochę straszna.
Nasza Pani Ania znalazła jakieś nowe pomoce i powiedziała, że dziś „poznamy ułamki”. No i już wtedy zrobiło się podejrzanie. Najpierw zaczęła gadać o… pizzy. I wszyscy nagle: okej, to brzmi bezpiecznie. Kawałki pizzy, dzielenie, kto ile zje, wiadomo – tematy bliskie sercu.
Ale potem zrobiło się poważniej, bo chociaż mówiliśmy o pizzy, to pizzy NIE BYŁO. Więc jak zaczęliśmy robić się głodni, to zamiast jeść, zaczęliśmy dzielić kwadraty i koła. Na pół, na cztery, na osiem… Kartki wyglądały jak po ataku bardzo kulturalnych piratów.
I wtedy wyszło, że ułamki to nie są wcale takie małe liczby, tylko takie, co mają licznik (ten na górze – ważny gość) i mianownik (ten na dole – co mówi, na ile wszystko pocięliśmy). Uczyliśmy się też, jak powiedzieć, że coś jest trzy ósme, a nie „trzy z ośmiu kawałków, które bym zjadł”.
Trochę się zachwycaliśmy, bo to było nawet ciekawe, a trochę się baliśmy, bo wygląda na to, że ułamki zostaną z nami na dłużej…
A wiecie - następną lekcję będziemy "ułamkować" na komputerach, a potem będziemy dzielić jabłka.Pokażemy Wam 🙂 Chcecie?